Trening uczuć- Paisley Hope /77
Liczba stron: 411
Wade wciąż nosi w sercu ból po stracie ojca i za wszelką cenę pragnie kontynuować jego dziedzictwo. Chce przygotować konia do startu w Kentucky Derby, najważniejszym wyścigu stanu. A do tego potrzebuje najlepszej trenerki. Problem w tym, że Ivy go irytuje. Byłoby lepiej, gdyby trzymali się na dystans, ale to niemożliwe. Muszą współpracować. A tam, gdzie emocjonalnie iskrzy od pierwszego dnia, eksplozja jest nieunikniona. Zanim jednak pozwolą sobie na uczucie, będą musieli przejść najtrudniejszy trening. Trening zaufania.
Na tym ranczu emocje galopują szybciej niż konie!
To już kolejne moje spotkanie z rodziną Ashby i po raz kolejny bawiłam się naprawdę świetnie. Uwielbiam wracać do bohaterów, których już dobrze znam, i obserwować losy kolejnych członków tej rodziny. Ta seria ma w sobie coś, co sprawia, że od pierwszych stron człowiek czuje się, jakby wracał do starych znajomych. Tę książkę przeczytałam dosłownie w jeden dzień. Historia Ivy i Wade'a wciągnęła mnie od samego początku i naprawdę trudno było mi ją odłożyć. Między bohaterami od pierwszego spotkania czuć napięcie, a ich wspólna praca na ranczu tylko jeszcze bardziej podsyca emocje. Bardzo podobało mi się obserwowanie, jak z początkowej niechęci i wzajemnego irytowania rodzi się coś znacznie głębszego.
Ogromnym plusem był również klimat rancza i wyścigów konnych. To motyw, z którym nie spotykam się zbyt często, dlatego tym bardziej z zainteresowaniem śledziłam treningi i przygotowania do najważniejszych zawodów. Dzięki temu historia wyróżnia się na tle wielu innych romansów. Wade i Ivy to bohaterowie z bagażem doświadczeń, którzy muszą nauczyć się ufać nie tylko sobie nawzajem, ale również samym sobie. Ich relacja rozwija się w naturalnym tempie, a emocji zdecydowanie tutaj nie brakuje.
Muszę też wspomnieć, że jest to książka zdecydowanie dla dorosłych czytelników. Nie brakuje w niej pikantnych scen, więc jeśli lubicie romanse z wyraźnie zaznaczoną chemią między bohaterami, to zdecydowanie znajdziecie tutaj coś dla siebie. Jeśli polubiliście wcześniejsze tomy serii o rodzinie Ashby, to jestem pewna, że i ten Was nie zawiedzie. Ja po raz kolejny z przyjemnością wróciłam na ranczo Srebrzyste Sosny i już nie mogę się doczekać następnego spotkania z tą rodziną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz