Tytuł: Upadek bogów
Cykl: Upadek bogów (tom 1)
Liczba stron: 520
Wydawnictwo: Hype
Mówili, że bogowie to mit. Że giganci są tylko bohaterami opowieści snutych przy dogasających ogniskach. Kłamali.
Bogowie
nie umarli – jedynie śpią, uwięzieni w śmiertelnych ciałach,
rozproszeni po całym świecie i czekający na iskrę, która ich przebudzi. A
mój ojciec jest najbardziej bezwzględny z nich wszystkich.
Nauczył
mnie posłuszeństwa. Przelewania krwi. Tego, bym w odpowiedniej chwili
stała się jego bronią. Teraz wysyła mnie na Uniwersytet Endiru – miejsce
pełne potomków pradawnych rodów i zabójczych sekretów – żebym odzyskała
Mjölnir, legendarny młot. Jeśli zawiodę, wszyscy, których kocham,
zginą.
Ale Aric Erikson nie był częścią planu. Dziedzic wrogiego
rodu. Zdystansowany, niebezpieczny i w pewien sposób… znajomy. Odgrodził
się lodowym murem, a im głębiej próbuję go rozpracować, tym trudniej mi
odróżnić, gdzie kończy się kłamstwo, a zaczynam ja.
Od końca świata dzieli mnie tylko misja, na którą się nie pisałam, i mężczyzna, którego nigdy nie miałam pokochać.
Ale jeśli ja jestem iskrą, może on jest lontem. A bogowie? Wkrótce się przebudzą. I będą wściekli.
(opis z Lubimy Czytac.pl)
Książka od samego początku miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Motyw uśpionych bogów, pradawnych rodów i świata stojącego na granicy chaosu naprawdę potrafił zainteresować. Główna bohaterka została wychowana w brutalny sposób przez własnego ojca, który traktował ją bardziej jak broń niż córkę. Było to bardzo przykro czytać, że własny ojciec może traktować tak własne dziecko, a macocha, która również się tam pojawiła traktowała ją w sposób prawdziwie rodzicielski. Misją Rey było odnalezienie Mjölnira i wyjazd na Uniwersytet Endiru, gdzie otwieraja się historia pełna tajemnic, sekretów i napięcia. Dużą rolę odgrywa również relacja z Arikiem Eriksonem, chłodnym i zdystansowanym dziedzicem wrogiego rodu. Między nimi od początku czuć napięcie i niedopowiedzenia, co dodaje historii emocji i sprawia, że chce się śledzić ich relację.
Akcja książki jest dynamiczna i dzieje się tutaj naprawdę dużo. Pojawiają się walki, sekrety dawnych rodów, przebudzające się moce i wizja nadchodzącego końca świata. Klimat mrocznej akademii połączony z nordycką mitologią wypada interesująco, a sam świat został rozbudowany i pełen jest różnych zależności między bohaterami.
Widać, że autorka miała ambitny pomysł na tę historię i chciała stworzyć coś więcej niż zwykły romans fantasy. Mam jednak wrażenie, że to chyba nie był do końca mój klimat. Mimo że sam pomysł był ciekawy, momentami trudno było mi odnaleźć się w zasadach tego świata i w pełni go zrozumieć. Może po prostu czegoś nie zrozumiałam, ale skoro giganci i bogowie byli uśpieni w śmiertelnych ciałach, wydawało mi się, że nie powinni wiedzieć, kim są ani jakie mają zdolności. Tymczasem wielu bohaterów miało sporą świadomość swojej natury. Problem dotyczył głównie mocy albo braków w pamięci związanych z historią. Kilka razy musiałam się zatrzymać i poukładać sobie zasady tego świata, bo czułam lekkie zagubienie i miałam wrażenie, że niektóre kwestie mogły zostać lepiej wyjaśnione. Liczyłam też, że bardziej emocjonalnie wciągnę się w tę historię. Jednak książka ma swój klimat i myślę, że wielu fanom fantasy naprawdę może się spodobać, szczególnie osobom lubiącym motyw akademii, nordycką mitologię i relacje pełne napięcia. Nie była to historia idealnie trafiająca w mój gust, ale doceniam jej atmosferę, pomysł i potencjał.
[Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Hype ]